Zacznijmy od końca. Na pewno nie mielibyśmy okazji katować się dronami Sunn O))). Dlaczego? Bo zespół Anderssona i O’Malleya powstał jako hołd dla dowodzonej przez Dylana Carlsona grupy Earth, będącej w pewnym sensie hołdem dla Black Sabbath. Pamiętacie jeszcze jak nazywała się na początku formacja Iommiego?
Nie byłoby też post-metalu, no bo gdzie wylądowaliby muzycy Neurosis, gdyby wcześniej nie usłyszeli “Children of the Grave“? Zapewne dalej graliby dźwięki mocno osadzone w muzyce hardcorowej. Nie że złe, po prostu mniej intrygujące i na pewno nie tak inspirujące. Takiemu Aaronowi Turnerowi pozostałoby eksperymentowanie w Old Man Gloom i łojenie black metalu w Twilight. O reszcie może lepiej nie wspominać.
Stoner i doom metal? Próżnia doskonała. Żadnego Candlemass, Sleep, Electric Wizard, Cathedral, Saint Vitus, Weedeater, Bongzilla czy Acid King. Pójdźmy dalej – Kyuss pewnie grałby jakąś wariację na temat grunge, podobnie jak Monster Magnet, a pomysł założenia Queens Of The Stone Age spaliłby na panewce i Josh Homme musiałby łoić punk rocka. A’propos grunge – co z Soundgarden i Alice In Chains? Pewnie nic – lato miłości przeciągnęłoby się do połowy lat 90. ubiegłego wieku, nie wzbudzając zainteresowania nastolatków na całym świecie.
Największymi bohaterami Dimebaga Darrella byli muzycy Kiss, ale jego gra na pewno nie miałaby takiego kopa, gdyby nie one and only Riffmaster General – Tony Iommi. Docenia to również zawdzięczający dużo Panterze perkusista Chris Adler z Lamb Of God, który powiedział: “Jeżeli ktoś gra heavy metal i twierdzi, że muzyka Black Sabbath nie miała na niego wpływu, to kłamie. Cały heavy metal to w prostej linii kontynuacja Black Sabbath”. Upust swoim fascynacjom Black Sabbath dawali też muzycy Faith No More, Type O Negative, Life Of Agony i Biohazard – a to przecież tylko ci najbardziej znani.
Lata 80. – rodzi się thrash, a następnie death metal. Czego słuchali muzycy Metalliki zanim nagrali swoją jedyną płytę (“Kill’em All” rzecz jasna
)? Przede wszystkim N.W.O.B.H.M. i Black Sabbath. Macie jakieś wątpliwości co do szacunku, jakim Hetfield i Ulrich darzą Sabbs? To powinno je rozwiać. Skąd to uwielbienie? Między innymi stąd, że pierwszy riff “Symptom of the Universe” (1975) jest przez wielu uznawany za fundament thrash metalu. A co na to jeden z muzyków odpowiedzialnych za powstanie death metalu? Zdający się nie pamiętać czasów, kiedy grał w Possessed, Larry La Londe na szczęście nie wymazał z pamięci miłości do Black Sabbath. W 2000 roku wraz z Lesem Claypoolem i Ozzym Osbournem nagrał na potrzeby drugiej części “Nativity In Black” nową wersję “N.I.B.”. O fascynację muzyką kwartetu z Birmingham lepiej nie pytać Chrisa Reiferta. Nie dość, że was wyśmieje, to jeszcze na pewno rzuci jakimś wyjątkowo głupim dowcipem, który zakończy konwersację.
Skąd te wspominki? 40 lat temu młody Tony Iommi zobaczył na ulicy plakat reklamujący film “I tre volti della paura” (w krajach anglojęzycznych znany pod tytułem “Black Sabbath”) z Borisem Karloffem. Niedługo po tym Ozzy Osbourne napisał tekst do utworu o tym samym tytule, a ich zespół zmienił nazwę. Tak narodziła się legenda, bez której muzyka rockowa nie brzmiałaby tak fajnie. Lektura obowiązkowa na dziś: “Master Of Reality”.
Dzisiejsza data zobowiązuje:
Bonfires burning bright
Pumpkin faces in the night
I remember halloween
Dead cats hanging from poles
Little dead are out in groves
I remember halloween
Brown leafed vertigo
Where skeletal life is known
I remember halloween
This day anything goes
Burning bodies hanging from poles
I remember halloween
Candy apples and razor blades
Little dead are soon in graves
I remember halloween
Gdyby nie było Black Sabbath
Zacznijmy od końca. Na pewno nie mielibyśmy okazji katować naszych uszu dronami Sunn O))). Dlaczego? Bo zespół Anderssona i O’Malleya powstał jako hołd dla dowodzonej przez Dylana Carlsona grupy Earth, będącej w pewnym sensie hołdem dla Black Sabbath. Pamiętacie jeszcze jak nazywała się na początku formacja Iommiego?
Nie byłoby też post-metalu, no bo gdzie wylądowaliby muzycy Neurosis, gdyby wcześniej nie usłyszeli „Children of the Grave” (http://en.wikipedia.org/wiki/In_These_Black_Days)? Zapewne dalej graliby dźwięki mocno osadzone w muzyce hardcorowej. Nie że złe, po prostu mniej intrygujące i na pewno nie tak inspirujące. Takiemu Aaronowi Turnerowi zapewne pozostałoby eksperymentowanie w Old Man Gloom i łojenie black metalu w Twilight. O reszcie może lepiej nie wspominać.
Stoner metal? Próżnia doskonała. Żadnego Sleep, Weedeater, Bongzilla czy Acid King. Pójdźmy dalej – Kyuss pewnie grałby jakąś wariację na temat grunge, podobnie jak Monster Magnet, a pomysł założenia Queens Of The Stone Age spaliłby na panewce i Josh Homme musiałby zacząć łoić punk rocka. A’propos grunge – co z Soundgarden i Alice In Chains? Pewnie nic – lato miłości przeciągnęłoby się do połowy lat 90. ubiegłego wieku, nie wzbudzając większego zainteresowania nastolatków na całym świecie.
Największymi bohaterami Dimebaga Darrella byli muzycy Kiss, ale jego gra na pewno nie miałaby takiego kopa, gdyby nie one and only Riffmaster General – Tony Iommi. Docenia to również zawdzięczający dużo Panterze perkusista Chris Adler z Lamb Of God, który powiedział: „Jeżeli ktoś gra heavy metal i twierdzi, że muzyka Black Sabbath nie miała na niego wpływu, to kłamie. Cały heavy metal to w prostej linii kontynuacja Black Sabbath”.
Lata 80. – rodzi się thrash i death metal. Czego słuchali muzycy Metalliki zanim nagrali swoją jedyną płytę („Kill’em All” rzecz jasna
)? N.W.O.B.H.M. i Black Sabbath. Macie jakieś wątpliwości co do szacunku, jakim Hetfield i Ulrich darzą Sabbs? To (http://www.youtube.com/watch?v=3l4vsCVqPwE) powinno je rozwiać. Skąd to uwielbienie? Między innymi stąd, że pierwszy riff “Symptom of the Universe” (1975) jest przez wielu uznawany za fragment, który podłożył fundamenty pod thrash metal. A co na to jeden z muzyków odpowiedzialnych za powstanie death metalu? Zdający się nie pamiętać czasów, kiedy grał w Possessed, Lary La Londe na szczęście nie wymazał z pamięci miłości do Black Sabbath. W 2000 roku wraz z Lesem Claypoolem i Ozzym Osbournem nagrał na potrzeby drugiej części „Nativity In Black” nową wersję „N.I.B.”. O fascynację muzyką świrów z Birmingham lepiej nie pytać Chrisa Reiferta. Nie dość, że was wyśmieje, to jeszcze na dodatek rzuci jakiś wyjątkowo głupi dowcip, którym zakończy konwersację.
Wcześniejsze dekady możemy spokojnie ominąć – klonów Black Sabbath było wtedy na pęczki, a wpływ zespołu na swoich kolegów, którzy odnosili jeszcze większe sukcesy komercyjne łatwo dostrzec.
Skąd te wspominki? 40 lat temu młody Tony Iommi zobaczył na ulicy plakat reklamujący film „Black Sabbath” z Borisem Karloffem. Zaraz po tym Ozzy Osbourne napisał tekst do utworu o tym samym tytule. Tak narodziła się legenda, która zmieniła oblicze muzyki rockowej.