Zaskoczenie. Bo jak inaczej nazwać to, co wyczynia Trent Reznor? Dopiero ponarzekałem sobie na średnio udane “Ghosts I-IV”, a już lider Nine Inch Nails wypuścił do sieci nowy, znacznie lepszy album “The Slip”. Nie jest to dzieło na miarę “The Downward Spiral”, czy nawet “The Fragile”, ale wystarczy, by poddać w wątpliwość moje obawy, że z wiekiem bardziej interesują go interesy niż muzyka. No i fakt, że nie oczekuje za “The Slip” zapłaty, też cieszy.
Przypadek Saula Willliamsa pokazał, że eksperymentalny model sprzedaży internetowej sprawdza się tylko w przypadku znanych artystów, lecz co jeżeli ci dadzą sobie spokój z zarabianiem na zarejestrowanej wcześniej muzyce? To oczywiście tylko śmieszne dywagacje, ale nie da się ukryć, że obecnie większe pieniądze wiążą się z występami na żywo niż ze sprzedażą płyt. Z jednej strony, mógłby to być ostatni gwóźdź do trumny, do której coraz bardziej zbliża się płyta kompaktowa, ale z drugiej umiejętność ciekawego odtworzenia skomponowanych wcześniej utworów w warunkach koncertowych świadczyłaby o prawdziwej wartości artysty. W dobie Pro Tools i innych studyjnych wynalazków, dzięki którym nawet mały Kazio może nagrać świetną płytę, byłby to krok w dobrym kierunku. Jako zwolennik tradycyjnej formy wydawania płyt, na razie jednak cieszę się, że wciąż mogę pójść do sklepu i kupić sobie album, który następnie będę mógł postawić na półce, ale idzie nowe i prędzej czy później trzeba będzie stawić mu czoła.
Na oficjalnej stronie MySpace norweskich chuliganów z Virus pojawił się nowy kawałek w wersji demo. Jest to o tyle dobra wiadomość, że debiutancki album zespołu miał premierę prawie pięć lat temu, a w międzyczasie mózg grupy, Carl-Michael Eide, będąc pod wpływem substacji niewiadomego pochodzenia, doszedł do wniosku, że potrafi latać i nie myśląc zbyt długo o konsekwencjach naśladowania Ikara, po prostu wyszedł przez okno z mieszkania na piątym piętrze. Skończyło się niezbyt ciekawie, bo muzyk wylądował na wózku inwalidzkim, a jak zapewne niektórzy wiedzą, dał się wcześniej poznać jako wybitny perkusista. Sam przyznaje, że jego ekscentryczne zachowanie można wytłumaczyć faktem, iż należy do rodu damskich bokserów z tradycjami. Kiedy inni tracą czas na plotki, on planuje przejąć kontrolę nad światowymi zasobami wełny. Przy pomocy gitary, rzecz jasna.
Dziwne? Nie, jeżeli znacie jego dokonania z takimi zespołami, jak m.in. Dødheimsgard, Ved Buens Ende czy w końcu wspomnianym Virus. Ten ostatni można od biedy nazwać kontynuacją nieodżałowanego Ved Buens Ende, który po krótkiej reaktywacji ponownie zawiesił działalność. To metalowa awangarda najwyższych lotów: pokręcone harmonie Voivod, jazzująca sekcja rytmiczna i nieszablonowe rozwiązania brzmieniowe. No i kompletnie odjechana otoczka - na zdjęciach promocyjnych wykonanych z okazji premiery “Carheart”, muzycy zaprezentowali się w maskach przypominających psie łby. Mało z tego, zapowiadając jakiś czas temu nowy album, ujawnili, że w studiu będzie im towarzyszył sam Roger Waters. Podczas rozważań nad prawdziwością tych słów, polecam włączyć “Lost Peacock”. Przekonacie się, że to muzyka równie godna podziwu co tytułowe pawie pióra.
Tym razem filmowo, bo po latach przerwy na ekranach kin ponownie zagościł horror rodzimej produkcji. Nie tak straszny jak fatalna “Legenda” Mariusza Pujszo, ale do ideału wciąż daleka droga. Grzegorz Kuczeriszka, twórca “Pory Mroku”, wyraźnie inspirował się popularnymi pod niemal każdą szerokością krwawymi klonami “Piły” i “Hostelu” i nawet można mu to wybaczyć, gdyby nie fakt, że w zasadzie jedynym plusem filmu jest jego strona wizualna (w końcu reżyser do tej pory pracował przede wszystkim jako operator). Dramatyczne dialogi, kiepski scenariusz i marna gra aktorów (może za wyjątkiem Pawła Tomaszewskiego) sprawiają, że w trakcie seansu zamiast obgryzania z nerwów paznokci, chwilami ciężko jest powstrzymać śmiech.
I pewnie na tym można by zakończyć temat, gdyby nie to, że Kuczeriszka nawiązał współpracę z jednym z najlepszych polskich pisarzy (prawda, nie ma ich wielu) zajmujących się literaturą grozy – Łukaszem Orbitowskim. W wywiadzie dla Onetu ujawnił, że rozpoczęli rozmowy na temat ekranizacji jednego z opowiadań, prawdopodobnie “Kacpra Kłapacza”. Jeżeli tylko Orbitowski weźmie udział w pracy nad filmem, są szanse, że po latach doczekamy się dobrego horroru. Dlaczego? Bo oprócz dobrych pomysłów na fabułę, Orbitowski posiada też talent do tworzenia rewelacyjnych dialogów i prawdziwych postaci, które sprawiają, że jego książki i opowiadania zdecydowanie wyróżniają się pośród innych utrzymanych w tej stylistyce. No i nie obca mu polska rzeczywistość, co jest dodatkowym atutem. Trzymam kciuki, żeby w końcu się udało.
Ośmielony przykładem starszych kolegów też postanowiłem spróbować (czyżby instynkt stadny?), choć muszę przyznać, że traktuję to raczej jako eksperyment. Time will tell, jak mawiają Anglosasi.
Wczorajszy koncert Current 93 we Wrocławiu ciągle siedzi mi w głowie i nawet nowa, bardzo dobra płyta szwedzkiego Coldworker nie jest w stanie zagłuszyć dzwoniących w uszach dźwięków “Locust” i “Oh Coal Black Smith”. To był inny Current 93, jeszcze bogatszy pod względem brzmienia i bardziej postrockowy, lecz wciąż magiczny. Jeżeli David Tibet zdecyduje się pójść w tym kierunku na nowym albumie, to nie będę miał nic przeciwko i liczę, że przekona mnie, iż w tej strasznie już wyeksploatowanej stylistyce można zrobić jeszcze coś ciekawego.
Ostatnie dwa wyjazdy do Wrocławia, jak również nadchodzące wielkimi krokami koncerty The Ocean, Shellac, Boris, Today Is The Day czy Napalm Death utwierdziły mnie w przekonaniu, że Kraków robi wszystko, by fani cięższych brzmień zamienili się w armię inżynierów Mamoniów. To oznacza wciąż te same zespoły grające w naszym mieście: Kat & RK, Vader, Behemoth i Virgin Snatch. Nie żebym nie lubił oglądać koncertów trzech ostatnich, ale przydałaby się w końcu jakaś odmiana. W najbliższym czasie zanosi się jedynie na Ignite i… ale o tym kiedy indziej. Wniosek jest jednak taki, że przed wakacjami jeszcze sporo się najeżdżę naszą ukochaną A4. Wrocław to piękne miasto, więc w sumie nie ma tego złego.