Soft black stars seen over Wrocław

Tak, wiem. Twoja stara pisze bloga.

Ośmielony przykładem starszych kolegów też postanowiłem spróbować (czyżby instynkt stadny?), choć muszę przyznać, że traktuję to raczej jako eksperyment. Time will tell, jak mawiają Anglosasi.

Wczorajszy koncert Current 93 we Wrocławiu ciągle siedzi mi w głowie i nawet nowa, bardzo dobra płyta szwedzkiego Coldworker nie jest w stanie zagłuszyć dzwoniących w uszach dźwięków “Locust” i “Oh Coal Black Smith”. To był inny Current 93, jeszcze bogatszy pod względem brzmienia i bardziej postrockowy, lecz wciąż magiczny. Jeżeli David Tibet zdecyduje się pójść w tym kierunku na nowym albumie, to nie będę miał nic przeciwko i liczę, że przekona mnie, iż w tej strasznie już wyeksploatowanej stylistyce można zrobić jeszcze coś ciekawego.

Ostatnie dwa wyjazdy do Wrocławia, jak również nadchodzące wielkimi krokami koncerty The Ocean, Shellac, Boris, Today Is The Day czy Napalm Death utwierdziły mnie w przekonaniu, że Kraków robi wszystko, by fani cięższych brzmień zamienili się w armię inżynierów Mamoniów. To oznacza wciąż te same zespoły grające w naszym mieście: Kat & RK, Vader, Behemoth i Virgin Snatch. Nie żebym nie lubił oglądać koncertów trzech ostatnich, ale przydałaby się w końcu jakaś odmiana. W najbliższym czasie zanosi się jedynie na Ignite i… ale o tym kiedy indziej. Wniosek jest jednak taki, że przed wakacjami jeszcze sporo się najeżdżę naszą ukochaną A4. Wrocław to piękne miasto, więc w sumie nie ma tego złego.

Tagi: , ,

Napisz odpowiedź