Jak Reznor z konopi

Zaskoczenie. Bo jak inaczej nazwać to, co wyczynia Trent Reznor? Dopiero ponarzekałem sobie na średnio udane “Ghosts I-IV”, a już lider Nine Inch Nails wypuścił do sieci nowy, znacznie lepszy album “The Slip”. Nie jest to dzieło na miarę “The Downward Spiral”, czy nawet “The Fragile”, ale wystarczy, by poddać w wątpliwość moje obawy, że z wiekiem bardziej interesują go interesy niż muzyka. No i fakt, że nie oczekuje za “The Slip” zapłaty, też cieszy.

Przypadek Saula Willliamsa pokazał, że eksperymentalny model sprzedaży internetowej sprawdza się tylko w przypadku znanych artystów, lecz co jeżeli ci dadzą sobie spokój z zarabianiem na zarejestrowanej wcześniej muzyce? To oczywiście tylko śmieszne dywagacje, ale nie da się ukryć, że obecnie większe pieniądze wiążą się z występami na żywo niż ze sprzedażą płyt. Z jednej strony, mógłby to być ostatni gwóźdź do trumny, do której coraz bardziej zbliża się płyta kompaktowa, ale z drugiej umiejętność ciekawego odtworzenia skomponowanych wcześniej utworów w warunkach koncertowych świadczyłaby o prawdziwej wartości artysty. W dobie Pro Tools i innych studyjnych wynalazków, dzięki którym nawet mały Kazio może nagrać świetną płytę, byłby to krok w dobrym kierunku. Jako zwolennik tradycyjnej formy wydawania płyt, na razie jednak cieszę się, że wciąż mogę pójść do sklepu i kupić sobie album, który następnie będę mógł postawić na półce, ale idzie nowe i prędzej czy później trzeba będzie stawić mu czoła.

Tagi: , , ,

Napisz odpowiedź