Metallica, która już nie wróci?

Koncertowo wciąż wypadają rewelacyjnie, ale od lat borykają się z tym samym problemem, który spędza sen z powiek milionom fanów na całym świecie – czy uda im się w końcu nagrać dobrą płytę? Po świetnym występie Metalliki na Stadionie Śląskim w Chorzowie apetyty na nowy, długo oczekiwany album “Death Magnetic” rosły. I co? W zasadzie nic – tydzień temu pojawił się w sieci utwór “The Day That Never Comes”, o którym można powiedzieć tylko tyle, że jest bardzo nijaki. W porządku, wróciły solówki gitarowe, perkusja brzmi o niebo lepiej niż na “St. Anger” i jest to zdecydowanie lepsza kompozycja od jakiejkolwiek z tego krążka. Ale czy to naprawdę aż tak duży wyczyn? Niemal ośmiominutowa, przeciętna wariacja na temat klasycznego “One” sprawia wrażenie, jakby była kolejnym na szybko skleconym zlepkiem riffów, jakich Metallica wypuściła ostatnimi czasy za dużo. Nie czuć w tym kawałku dotyku producenta Ricka Rubina, który w trakcie swojej wieloletniej kariery w przemyśle muzycznym niejedną gwiazdę wyciągnął z twórczego rynsztoka. Bardzo dosadnie, choć niewątpliwie celnie, ujęli to dziennikarze amerykańskiego “Decibela” w swojej analizie “The Day That Never Comes”: “czy Rubin wie, że oni już skończyli ten album?”. Jako wierny fan Metalliki staram się jednak wierzyć zapewnieniom Hetfielda, że to najspokojniejszy kawałek z “Death Magnetic”. Mam te wielką nadzieję, że jeden z najsłabszych, bo chyba nie przeżyłbym kolejnego żałosnego “Frantic-tic-tic”.

~ - autor: matziek w dniu sierpień 30, 2008.

Dodaj komentarz