Muzyka do snu

Jak się żyje muzyką, to w pełnym wymiarze – 24h na dobę i nie ma “przebacz”. Poniżej top five płyt do snu.

1. Biosphere – “Substrata”

Za Pitchforkiem: “Biosphere’s Geir Jenssen knows from cold. Residing as he does near the Arctic Circle in Norway, Jenssen understands the psychological implications of a sun that, like a lamented deadbeat parent, routinely disappears for months at a time, and the absence of that essential lifeforce takes an inevitable emotional toll that informs Jenssen’s art”. Wydana w 1997 roku “Substrata” to jedna z najpiękniejszych płyt, jakie dane mi było poznać  w moim krótkim życiu.  Od otwierających krążek dźwięków przelatującego w górze samolotu, aż po sample z “Miasteczka Twin Peaks” – tutaj każdy dźwięk jest na miejscu. I nie ma nic lepszego niż pobudka późno w nocy “with an endless feeling of omnipotism and confidence”. Klasyk.

2. This Empty Flow – “Magenta Skycode”

This Empty Flow to wyrodne dziecko muzyków fińskiego funeral doomowego Thergothon, pozbawione jednak grobowego klimatu i niedźwiedzia na wokalu. “Magenta Skycode” zabiera nas w podróż do czasów “Disintegration” The Cure, to hołd dla rozkręconych na maksa flangerów, pogłosów i tekstów o niespełnionej miłości. Pretensjonalny, lecz piękny album, pełen chwytających za serce melodii i refrenów. Po debiucie This Empty Flow uraczył nas jeszcze dwoma składankami (“Three Empty Boys” i “Nowafter”) oraz fatalnie zremasterowaną reedycją “Magenta Skycode” wzbogaconą o niepublikowane wcześniej kawałki. Wokalista Jori Sjöroos próbował jeszcze szczęścia z całkiem niezłą grupą… Magenta Skycode, ale od dłuższego czasu nie dał znaku życia. Na ten rok zapowiedzieli nowy krążek. Niko Scorpio nagrywa solowe płyty z muzyką eksperymentalną (głównie ambient), ale nie są to dźwięki dla wszystkich fanów jego poprzedniej formacji.

3. The White Birch – “Star Is Just A Sun”

Znowu Skandynawia i ponownie Norwegia. Grupa The White Birch może być znana tym, którzy pojawili się na pierwszej edycji Off Festivalu, a wcześniej słuchali audycji Artura Rojka. -Bawiliśmy się w naukowców. Mieliśmy wątpliwości, czy urodzi się z tego coś interesującego. Pierwszym utworem, jaki powstał na ten album, był “Love Is So Real” i on otworzył nam oczy. Mając tę piosenkę, spędziliśmy sporo czasu próbując stworzyć coś o podobnym klimacie. To było ciężkie, bo “Love Is So Real” powstała przez przypadek, a ukończenie całości zajęło nam chyba dwa lata. Kolejne kompozycje, jakie stworzyliśmy to “Breathe” i “Beauty King”. Nad tą ostatnią musieliśmy ciężko pracować, ale “Breathe” ukończyliśmy bez problemów. Nagrania miały miejsce w moim studiu, które mieściło się nad barem w Oslo. Zimą było tam bardzo chłodno. W sumie w ciągu roku były chyba dwa miesiące, kiedy mogliśmy nagrywać. W styczniu było tak zimno, że nie sposób było tam wysiedzieć. Musieliśmy uzbroić się cierpliwość i poczekać na lepszą pogodę – powiedział mi w Mysłowicach lider The White Birch, Ola Flottum, kilkanaście minut po magicznym koncercie. Jak się okazało, ostatnim w składzie, który zarejestrował “Star Is Just A Sun”.

4. Current 93 – “Soft Black Stars”

The empty streets
The songs of twilight
The clouds at rest
The churchbells chiming
A scarecrow shudders
And some birds tremble
I looked at you and saw it’s time

David Tibet wyciszony, refleksyjny, ale niezmiennie mistyczny. Oszczędne aranżacje i przejmujące teksty. Rok temu w końcu przekonałem się na własnej skórze, że Current 93 na żywo to przeżycie warte każdych pieniędzy. I choć wtedy największe wrażenie zrobił na mnie “Locust” z dużo starszego “Imperium”, zdecydowanie zabrakło kilku utworów z “Soft Black Stars”. Mam nadzieję, że uda się to jeszcze nadrobić.

5. Masada – “Masada Guitars”

Czyli John Zorn dla ludzi, Masada dla fanów Frisella, Ribota i Sparksa i idealne wyciszenie po ciężkim dniu. Subtelna gitarowa muzyka w wykonaniu prawdziwych mistrzów sześciu strun. Szkoda miejsca na moje wynurzenia, zainteresowanym polecam recenzję, która idealnie podsumowuje ten nietuzinkowy album. Na koniec tylko jedna uwaga – odpowiedzialny za mastering “Masada Guitars” Scott Hull to nie ten sam pan, który atakuje nasze uszy za pośrednictwem Agoraphobic Nosebleed i Pig Destroyer.

~ - autor: matziek w dniu maj 12, 2009.

Odpowiedzi: 3 to “Muzyka do snu”

  1. Bardzo niespokojnego snu!

    A The White Birch nie mogę wybaczyć, że do zestawu dobrych kawałków dołączyli jeden wybitny. I tak zniszczyli całą resztą i swoją karierę też.

  2. spokojnego :-)

    tak z czystej ciekawości – o który chodzi?

  3. Oczywiście Breath, czyli jak z dwóch akordów (i to ledwie zarysowanych) zrobić arcydzieło.

Dodaj komentarz