Jak byłem bardzo mały, country kojarzyło mi się wyłącznie z dzielnymi kowbojami z amerykańskich westernów. Gdy trochę podrosłem, dowiedziałem się o pikniku country w Mrągowie, gdzie rodzime gwiazdy wciąż dowodzą, że ta muzyka w naszym wydaniu przywołuje na myśl przede wszystkim kopulujący inwentarz. Znałem Johnny’ego Casha, a dokładniej jego największy przebój, czyli nieśmiertelny “Ring Of Fire”. Nie miałem jednak pojęcia, że w tym samym czasie u boku Ricka Rubina tworzy najlepsze rzeczy w swojej karierze. Do tego musiałem jeszcze trochę dojrzeć.
Cash pojawił się w moich progach ponownie za sprawą Nine Inch Nails i Glenna Danziga. W pierwszym przypadku oczywiście za pośrednictwem genialnego “Hurt“, w drugim – niewiele gorszego “Thirteen“. Szybko zrozumiałem, że nie chodzi tylko o odjeżdżającego wraz z zachodem słońca rewolwerowca i skoczne wygibasy odgrywane na rozklekotanym pianinie w obskurnym saloonie. Zacząłem szukać na własną rękę. Trochę Williego Nelsona i Hanka Williamsa, ale równolegle mroczne i jajcarskie Coffinshakers, genialne Calexico, zaskakujące Murder By Death, wszystkie wcielenia Munly’ego i nieobliczalny David Eugene Edwards ze swoim religijnym fanatyzmem. Doceniłem Social Distortion i solowe płyty Mike’a Nessa, a także chamskiego wnuka Williamsa, którego grę podziwiałem wcześniej m.in. w Superjoint Ritual.
Zgadzam się z tym, co o Cashu powiedział Snoop – to on był O.G., a na dodatek za sprawą “American Recordings” dał początek nowemu country, które ma w sobie więcej punk rocka i artyzmu niż przehajpowane kapele gówniarzy spod znaku indie, pozujące do zdjęć w najdroższych ciuchach. Trzeba tylko spędzić trochę czasu na poszukiwaniach i wymazać z pamięci wszystkie przaśne skojarzenia z kowbojami w kraciastych koszulach. Poniżej kilka pomocnych linków:


polecam jeszcze Lee Rockera, który w kilku kawałkach nawiązuje do najlepszych czasów Casha. Linki sprawdzam – dzięki!
(oj ze złym podpisem mi się komentarz dodał:)
Murder By Death zobaczę w ten weekend i nie mogę się doczekać. Ale, dla mnie, nikt z tego nurtu nie zbliżył się do D E E. Mistrz totalny, nie nagrał (chyba:) w żadnym swoim składzie słabej płyty..
Ehh..mi kiedyś też country kojarzyło się z wioską:)
słabej nie, ale przeciętne (w tym ostatnia) niestety tak.
Murder By Death zazdroszczę, ale w tym roku raczej nie dotrę nad morze
ja do ostatniej mam sentyment, ale faktycznie. Trochę odstaje od reszty. Choć jak się bardziej zastanowię to debiut Woven Handa zrobił na mnie najmniejsze wrażenie z całego dorobku DEE…
Pingback: Globaltica 2009 @ Park Kolibki, Gdynia – 24/25 VII 2009 | Blackboxphoto
No i dali czadu, że tak się wyrażę: http://blackboxphoto.pl/blog/896/globaltica-2009-park-kolibki-gdynia-%E2%80%93-2425-vi-2009/ . Bardzo dobry koncert. Największe wrażenie zrobiła na mnie wiolonczelistka
zazdroszczę
zapomniałem, że tam jeszcze Lydia występowała
Lyndia też z klasą, choć krótko. Z drugiej strony – jeżeli na festiwalu występuje po 6-7 artystów jednego dnia to raczej nie ma co liczyć na długie koncerty. Ogólnie jej nowy projekt jest świetny, choć niezbyt oryginalny. No i na żywo babeczka wymiata!
Ale jak pisałam na blogu – jeżeli festiwal się utrzyma, dobór artystów będzie podobny to znów coś z “wieśniaczego” country powinno przyjechać za rok. Może wreszcie doczekam się Wovena;)
Jesli Woven ma wystapic na fescie w Polszy, to Globaltica jest zdecydowanie idealna opcja. do tego jeszcze Munly solo albo Slim Cessna i bedzie fest roku
A Murder zagral fajnie, chociaz z plyty lepiej mi robi.