Wino & Conny Ochs – “Heavy Kingdom”
Niemiecka wyspa Rügen znajduje się jakieś 150 km w linii prostej od Alei Gwiazd w Międzyzdrojach. To właśnie tam, w 2008 roku, przy okazji rozpalonego na dziko ogniska nad brzegiem Bałtyku, spotkali się Scott “Wino” Weinrich i Conny Ochs. Pierwszy, mając za sobą naznaczoną narkotykami i miłością do ciężkiego rocka przeszłość, cieszy się obecnie większą estymą niż w czasach, kiedy nagrywał swoje najlepsze płyty. Drugi, dwa pokolenia młodszy, z dala od pustej, medialnej wrzawy przywraca wiarę w wyśpiewujących swoją duszę przy akompaniamencie akustycznej gitary muzyków. Ich wspólne dzieło to album, który pozostaje w pamięci równie mocno jak atmosfera letnich wieczorów nad brzegiem morza.
I tylko nie chce się wierzyć, że większość piosenek, które trafiły na “Heavy Kingdom” jest efektem jednodniowych spotkań. W tych starannie dobranych i zaaranżowanych nutach kryją się życiowe zawody, błędne decyzje, samotność, smutek, aż w końcu niechęć do współczesności rozumianej jako ślepa pogoń za pieniędzmi i bezwartościową sławą. Dodajmy do tego zbudowane na bluesowych akordach melodie, jakich nie powstydziłby się sam Greg Allman i mamy jedną z najbardziej wyrazistych singer-songwriterskich płyt ostatnich miesięcy. Co najlepsze, będącą dziełem człowieka kojarzonego przede wszystkim z przesterowanym Gibsonem. Jeżeli w styczniu macie budżet tylko na jedną płytę, kupcie właśnie “Heavy Kingdom”. Warto.


Hej,
Maćku, czy mógłbyś podać mi swojego mejla, bo nigdzie nie mogę znaleźć?